Węglowi baronowie bronią swoich interesów

Już od dawna teza, że związki zawodowe w coraz mniejszym stopniu bronią interesów swoich członków, ogółu pracowników, a w coraz większym swojej pozycji, pozycji związkowych przywódców, nie wymaga specjalnego uzasadnienia. Widać to gołym okiem.

Już od dawna teza, że związki zawodowe w coraz mniejszym stopniu bronią interesów swoich członków, ogółu pracowników, a w coraz większym swojej pozycji, pozycji związkowych przywódców, nie wymaga specjalnego uzasadnienia. Widać to gołym okiem.

Tyle tylko, że nikt nie miał odwagi głośno o tym mówić. Kij w mrowisko włożył wicepremier Hausner. Oburzenie było tyle powszechne, co nieuzasadnione. Udowodnienie tezy spada oczywiście na tego, który ją formułuje, ale na miejscu "działaczy węglowych" nie przyglądałbym się temu procesowi zbyt spokojnie.

Przerwanie zmowy milczenia może bowiem przynieść nieoczekiwane efekty. Nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że doskonałe interesy można robić tak samo przy przedsiębiorstwie przynoszącym pokaźne zyski, jak i ogromne straty. Tak naprawdę wynik nie ma żadnego znaczenia, liczy się przede wszystkim skala. Czasami wręcz łatwiej zarobić "na stratach", bo oprócz prostych produktów pojawiają się w obrocie instrumenty pochodne. W takiej sytuacji uruchamiane są również środki państwowe, których przepływ zawsze jest znacznie bardziej wrażliwy na lobbystyczne zabiegi.

Reklama

Rola związków zawodowych jeszcze w czasach słusznie minionych była u nas niewłaściwie zdefiniowana. Wszystko się zmieniło, ale to zostało po staremu. To m.in. dlatego związkowcy francuscy, w składanych polskim kolegom życzeniach, zawsze na koniec dodają: i nauczcie się strajkować. Obserwatorom ostatniej wizyty górników w Warszawie, niezależnie od przyczyn i okoliczności, nie trzeba tłumaczyć, dlaczego właśnie taka jest treść tych życzeń.

Przy górnictwie żywią się zresztą nie tylko związki zawodowe, obecni działacze, ale całe tabuny byłych związkowców, działaczy gospodarczych, byłych prezesów i najwyższych urzędników państwowych. I wszyscy zarabiają, z wyjątkiem górnictwa, kopalni, górników. To podobnie jak z przydrożnym drzewem, dobrze na nim żyją tylko jemioły i huby. Rzeczywiście czas przerwać zmowę milczenia, czas zacząć liczyć.

Puls Biznesu
Dowiedz się więcej na temat: baronowie | Bronia | zawodowe | związki zawodowe
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »